Zapisz się na newsletter "Sukces z Duszą" na www.celestyna.pl. Otrzymasz w nim jeszcze więcej wskazówek i użytecznych informacji na temat prowadzenia własnego biznesu, a na razie tu na blogu zapraszam Cię do lektury i inspiracji!

Prezent

prezent

 

Przydarzyła mi się ostatnio trudna sytuacja życiowa. Wiedziałam o niej od paru miesięcy, ale, że wszystko nie było do końca pewne, to tylko wisiała mi nad głową stresująca chmura.  Byłam pogrążona w mało komfortowym stanie oczekiwania. Cóż, nie było to zbyt przyjemne, ale postanowiłam się jednak mimo wszystko specjalnie tym nie martwić. Po co? Skoro i tak do końca nie wiadomo.

Nie powiem, nie powiem… Przelatywały mi przez głowę ciemne scenariusze, poczułam się kilka razy jak ofiara psiocząca na niesprawiedliwość losu i gdzieś tam drzemała myśl, że czeka mnie kara. No tak, jak ofiara to i kara.

No i stało się. Jednak nie uda się tej sytuacji odwrócić. To znaczy można by walczyć, ale szansa jedna na dziesięć, dużo nerwów i kolejne miesiące walki. Czy warto? Chyba nie.

W międzyczasie wyciągnęłam kartę z pięknego zestawu Cheryl Richardson z serii „Extreme Self Care  („Ekstremalna troska o siebie”) zadając dość mało twórcze pytanie: „Dlaczego tak się dzieje?” Usłyszałam podszept intuicji: „Naprawdę chcesz wiedzieć?” To nie zabrzmiało dobrze, ale że odważna ze mnie dziewczyna wyciągnęłam kartę. Kartę pod tytułem: „Mów prawdę. Pozostawanie spójnym jest kluczem do autentycznego życia.”

Aj zabolało! A zatem moje próby zmiany sytuacji to nie twórcze szukanie rozwiązań tylko wykręcanie się od prawdy? Nie było mi przyjemnie.

Kiedy w końcu dostałam informację, że moje szanse powodzenia wynoszą tylko 10%, podjęłam decyzję o zastosowaniu najprostszego rozwiązania w tej sytuacji czyli nie walczenia o swoje, ale o poddaniu się. Wzięłam całą odpowiedzialność za przeszłość, brak pełnej wiedzy, niedoinformowanie, zmiany decyzji, etcetera i postanowiłam całą sprawę załatwić jednym posunięciem, niełatwym, ale najprostszym. Kiedy w końcu podjęłam tę decyzję, wróciły mi siły, umysł stał się klarowny, a oddech głębszy. Mocno stanęłam na ziemi. Zaczęłam w pełni rozumieć kartę, którą wyciągnęłam. Spójność rodzi siłę.

Teraz muszę podjąć szereg działań. Już nie mogę, chciałabym, być może, ale MUSZĘ. Wiele się przy okazji nauczę, rozciągnę i … zarobię pieniędzy. Boję się, jak to przed kolejnym życiowo-biznesowym wyzwaniem. Ale jak mówi Denise Linn, pewne rzeczy po prostu muszą zostać zrobione. Bez gadania, do działania.

Mogłabym postąpić inaczej, narzekać jak ofiara, psioczyć, czy szukać nie do końca jasnych rozwiązań. Wybieram jednak odpowiedzialne, konkretne działanie. Zapłacę za konsekwencje swoich przeszłych wyborów, które były podszyte strachem i obawą. Cena jest wysoka, ale płacę z pozycji zwycięzcy i świadomego, odpowiedzialnego człowieka. To inny świat, świat, w którym się oddycha lekko i pewnie stąpa po ziemi, a żadna przeszkoda nie jest przeszkodą tylko co najwyżej skrzętnie opakowanym przez los prezentem pełnym błogosławieństw.

Kiedy zatem napotkasz w życiu przeszkodę, od razu zapytaj: Co dobrego mi przynosisz?

Advertisements

stokrotka

Miałam ostatnio ciekawą sytuację. Uczestniczę w pewnym szkoleniu (którego szczegóły ujawnię w tym roku). Jednym z zadań było znalezienie sobie „accountability buddy” tzw. partnerki motywatorki na naszej tajnej FB-kowej grupie. Inne kobiety zaczęły pisać o sobie, kim są i jakie mają doświadczenie. Wyglądało na to, że sprawia im to ogromną łatwość i przychodzi zupełnie naturalnie. A ja? Kobieta, która uczy innych jak zachwalać swoje usługi, promować markę osobistą i budować swój biznes, poczułam się nagle „mała i nieśmiała” w tej grupie 200 przedsiębiorczych kobiet. Ledwo „wyszeptałam” swoje imię i nazwisko, napisałam, że jestem coachem i schowałam się do mysiej dziury wyczekując, że ktoś się ze mną skontaktuje. Minęło parę dni i nic. Dostałam parę „lików”. Brak konkretnego odzewu mnie troszeczkę zaniepokoił. Zatem parę dni później nauczona przykładem koleżanek napisałam nieco więcej i zonk, minęło parę, potem kilkanaście i kilkadziesiąt minut i? … nikt się do mnie nie zgłosił. Choć kontekst był zupełnie inny, nagle zaczęłam się czuć tak jak w dzieciństwie, odrzucona przez grupę. (Kiedyś na zajęciach z lekkoatletyki, byłam szykanowana i poniżana przez inne koleżanki. )

Teraz jestem już dorosła, więc podjęłam działania. Sama napisałam bezpośrednio do niektórych kobiet i jestem na dobrej drodze do znalezienia swojego „accountability buddy”. Natomiast to doświadczenie mnie zastanowiło i przypomniało, że od dzieciństwa choć sprawiałam wrażenie tej śmiałej, odważnej i pewnej siebie dziewczyny zawsze była we mnie ta nieśmiała i niepewna siebie Celestyna. Tym bardziej było to trudne, że nikt nie wierzył w jej istnienie. W pewnym sensie sama ją zaczęłam odrzucać i maskować pewnym siebie uśmiechem, mocnym głosem, nabytą wiedzą czy życiowymi doświadczeniami.

Kiedyś byłabym przerażona i zawstydzona, że jest we mnie taka Celestyna. Dziś jednak ze zdziwieniem stwierdzam, że cieszę się, że się ponownie objawiła. Witam ją i z szacunkiem na nią patrzę. Cieszę się, że jest. To jak odnalezienie dawnego przyjaciela, dawnej skrywanej długo przed sobą części. Tak jakby moja Dusza ukazała mi kolejną twarz siebie, twarz dawno zapomnianą, ale istniejącą i wymagającą uszanowania. Twarz, która jest mi bliska i chcę z nią pobyć, dać jej czas i ją usłyszeć. „Tak dobrze, że wróciłaś”, słyszę jak szepczę jej w głębi swojej Duszy, a ona lekko zawstydzona patrzy na mnie z nieśmiałością. Podpowiada mi, że czas już kończyć tę intymną rozmowę na forum.

A zatem kończę mówiąc Ci, że jeśli w świecie pewnych siebie ludzi sukcesu czujesz się czasem nieśmiała i zagubiona, to nie jesteś sama. To ok czuć swoją niepewność i wrażliwość. To naturalne, że czasem włącza Ci się strach przed byciem odrzuconą przez stado. Nikt nie jest pozbawiony tego typu uczuć. Ma ich czasem więcej, czasem mniej.

Dobrze tylko, byś była ich świadoma i gdy pojawia się w Tobie ta nieśmiała, delikatna, ogromnie wrażliwa część, znajdź dla niej czas i przestrzeń na wspólne bycie. Po prostu ją przywitaj w sobie. Uszanuj. Zapytaj czego potrzebuje.

Czasem li tylko to jest uzdrawiające samo w sobie.

Powodzenia i otwartości w intymnych rozmowach z samą sobą.

Cenne lekcje z roku 2013

heart 2

Rok 2013 minął w okamgnieniu. Był zdecydowanie Rokiem Cudów, jak nazwałam go na swoim szkoleniu „Soul Coaching Miracle Box”, którego trzy edycje odbyły się w styczniu 2013. Urodziłam mój Największy Cud, moją córeczkę. Pokonałam wiele swoich lęków. Przeżyłam 7 miesięcy bez snu i bez choroby, co jest niewątpliwie cudem. (Zawsze brak snu owocował u mnie silnym przeziębieniem.)

Czego nauczyłam  się albo praktykowałam w roku 2013? Przeczytaj:

1. Pieniądze kochają palące pragnienie/potrzebę. Kiedy bardzo potrzebujesz pieniędzy, zarabiasz je szybciej, intensywniej, konkretniej i na już. Po prostu musisz i robisz. Nie dywagujesz, nie obmyślasz, nie rozważasz opcji. Musisz i robisz. Jak mówi Tony Robbins, „mus obliguje.” I się dzieje.

2. Moje potrzeby są ważne, ale najważniejszy jest Boski Plan. Czasami tak trudno, to uznać… Czym jest Boski Plan? To plan widziany oczyma Wyższej Siły, Boga, Wszechświata czy jak to sama nazywasz. Składają się na niego potrzeby innych ludzi, ale przede wszystkim kierowany jest przez mądrość Boga. Zawsze, gdy o czymś marzę, planuję czy inwestuję, używam intencji: To lub coś lepszego. W roku 2013 zainwestowałam bardzo dużo pieniędzy w pewne szkolenie, na które koniec końców nie zdecydowałam się jechać. Na szczęście mogłam je przełożyć na rok 2014. Ciężko mi było je odpuścić, gdyż marzyłam o nim 5 lat. Ale z moją córeczką życie rządzi się innymi priorytetami i czuję, że podjęłam  dobrą decyzję. Kiedy dokonałam głębszej analizy tego szkolenia pod kątem biznesowym, okazało się, że bardziej skorzystam na nim za rok, gdyż po prostu będę mieć więcej doświadczeń i lepszy punkt odniesienia.

3. Wytrwałość czyni CUDA. W końcu w roku 2013 zrealizowałam marzenie, które zajęło mi około 2, 5 roku. Nie poddałam się i działałam. Realizacja tego marzenia podniosła poziom mojego życia i biznesu o 200%.

4. Nigdy nie jesteś sama. Gdy już zaczynałam myśleć o poddawaniu się, zawsze dostawałam komunikaty od mojej Duszy czy Aniołów: „Bądź wytrwała, bądź wytrwała!” To mi ogromnie pomagało zaufać i dalej działać, choć czasami było trudno.

5. Wsłuchuj się w swoją Duszę i podążaj swoją ścieżką. Komunikaty płynące z twojej Duszy są bardzo ulotne i delikatne i czasem łatwo je pominąć w codziennej bieżączce czy gdy opanuje nas tzw. chciejstwo. Nie myl chciejstwa z pragnieniem. Chciejstwo to płynąca z naszego umysłu presja wykonania czy posiadania czegoś. Zazwyczaj odnosi się do drogi na skróty, np. szybkich zarobków czy innych błyskotek. Chciejstwo mami i uwodzi, ale nie jest prawdziwe. Dostałam bardzo lukratywną propozycję wejścia w nowy biznes. Och, kusił mnie! Jak mnie kusił! Ale na szczęcie zaczęłam pytać się swojej Duszy i wsłuchiwać się w nią i dostałam odpowiedź: „Nie, pozostań przy swoim biznesie.” Pozostałam. To była dobra decyzja.

6. Good is good enough czyli dobre jest wystarczająco dobre. Jeśli jesteś stałą czytelniczką mojego bloga czy newslettera to wiesz, co to znaczy. W tym roku musiałam przyjąć zasadę good is good enough jako codzienną rzeczywistość. Przy braku snu i ciągłej opiece nad dzieckiem moje życie stało się nieprzewidywalne, a ja działałam na 50% swoich możliwości. Wszystko przebiegało wolniej, z poślizgiem i było po prostu niedoskonałe. Ale ze zdumieniem zauważałam, że i tak się działo. Prace remontowe postępowały, projekty biznesowe się realizowały i to nawet z przytupem! Po prostu było inaczej czyli wolniej i na ciągłym ziewaniu z niedospania. Efekty? Moje mieszkanie jest pięknie wyremontowane. Mój design w 98% zrealizowany, no i ruszył mój 6-miesieczny grupowy program dla kobiet przedsiębiorczych, a kolejna edycja tuż za rogiem!

7. Praca zespołowa i pomoc przyjaciół jest bezcenna. Doświadczyłam tego w pełni przy organizacji mojego szkolenia „Biznes z Duszą” w Nałęczowie. Sama z 3-miesiecznym dzieckiem nie byłabym w stanie nic zrobić. Ale mój wspaniały partner, fantastyczna teściowa, genialna asystentka (która spadła z nieba), zaangażowana fotografka i oddani, twórczy i super zaangażowani przyjaciele sprawili, ze „Biznes z duszą” z roku 2013 był nie tylko efektywnym szkoleniem, ale wspaniałym, transformującym wydarzeniem, które na pewno dla wielu uczestniczek okazał się punktem zwrotnym w ich życiu. Jeszcze raz, kochani, z głębi serca dziękuję Wam za pomoc!

8. Skupianie się na tym co się zrobiło, a nie na tym, czego się nie zrobiło podnosi efektywność w 150%. „Biznes z Duszą” to nie tylko przygotowanie i poprowadzenie szkolenia. To wiele prac związanych z domem, moją Villą Celestynówka, w której się wszystko odbywa. W roku 2013 gościłam w moim domu swoich przyjaciół, opiekowałam się 3-miesiecznym dzieckiem, przeprowadzałam remont, wywalałam (nie znajdę lepszego słowa) niepotrzebne rzeczy gromadzone przez co najmniej dekadę. Wywieźliśmy całą ciężarówkę, 3 metry ponad wiatę. Tak swoją drogą, człowiek, który to organizował to kolejny Cudotwórca z roku 2013. Dokonał rzeczy absolutnie niemożliwej. No i oczywiście, przygotowywaliśmy dom na przyjazd naszych uczestniczek i uczestniczek kursu yogi i gotowania ayurvedyjskiego. Rozmiar prac był ogromny i bez podejścia: „skupiaj się na tym, co zrobiłaś” nie osiągnęlibyśmy tak fantastycznych rezultatów.

9. Modlitwy działają. Ufność działa. Wiara czyni Cuda! A zatem Cudów ciąg dalszy: Modliłam się, modliłam i wymodliłam: cudem było znalezienie fachowców od remontu w pełni lata czyli sezonu. Wyobraź sobie: nie dość, że mili i sympatyczni, to jeszcze skuteczni, uczynni i sprzątający po sobie. Po prostu Cudowni! Dodatkowym cudem było znalezienie ich po prostu w Internecie.

10. Zawsze oczekuj czegoś lepszego. Moim marzeniem od 3 lat było pojechanie na „Secret Energy of Money”, szkolenie Kendall Summerhawk na temat pieniędzy. Nie mogłam na nie pojechać ze względu na moją córeczkę. Nie mogłam w to uwierzyć, gdyż to szkolenie jest niezwykle zgodne z moją  specjalizacją coachingową czyli pomaganiem kobietom prosperować. Zaufałam i intensywnie myślałam o tym, że na pewno Bóg ma dla mnie coś lepszego. I dokładnie tak się stało, wykupiłam to szkolenie w formie livestreamu i mogę je oglądać i uczyć się z niego przez 4 miesiące. Fantastyczne!

11. „Da się” – tak po prostu da się. Zawsze się da, czy pod górkę, czy z górki, czy na jedną stronę, czy na drugą czy w poprzek, wzdłuż, czy … Zawsze się da i uważaj na tak zwanych „niedaśków” (nie mylić z przydaśkami☺ ) Nie słuchaj  „niedaśków” jeśli wiesz w głębi Ducha, że się da. Ok, chyba, że nie jest to zgodne z Boskim Planem. Wtedy, jak piszą na Allegro: „otwórz się na inne pomysły!”

12. Moja energia jest priorytetowa. W roku 2013 nauczyłam się, że nie mogę przebywać z ludźmi, którzy są wampirami energetycznymi. Przy ciąży, braku snu i mojej bardzo wymagającej pracy (często stykam się z nieszczęściem ludzkim) odkryłam, że zasoby mojej energii są wyczerpywalne. Nie jestem wieczna i niezniszczalna i muszę siebie wspierać pod względem emocjonalnym, fizycznym, mentalnym i duchowym. To ja jestem odpowiedzialna za chronienie mojej energii i regenerację. Tu muszę się jeszcze dużo nauczyć, wprowadzić codzienne rytuały, odżywiać się lepiej, ćwiczyć i medytować więcej.

Och, mogłabym pisać i pisać, ale za 3 minuty czas Niani się kończy, więc ja zmykam do mojej córeczki!

domino

 

Wczoraj minął rok odkąd popełniłam swój pierwszy artykuł na blogu. W sumie od 16 grudnia do wczoraj napisałam ich 37. Zazwyczaj umieszczałam posty co tydzień, czasem co 2, czasem co 3 tygodnie, ale umieszczałam. Nie było łatwo. Nie zawsze było natchnienie, chęć i siły, szczególnie w ostatnich miesiącach ciąży, po porodzie czy teraz przy dziecku. Ale trwałam i trwam (-:

Postanowiłam pisać bloga za radą swojej mentorki, Ali Brown. Blog miał na celu:

  • Wzmocnienie moich działań biznesowych
  • pomoc w budowaniu mojej pozycji eksperta
  • pokazanie mnie szerszej publiczności
  • ułatwienie zaproszeń na konferencje
  • pisanie artykułów w poczytnych gazetach

„Kiedy zaczniesz pisać bloga i do tego dodasz jeszcze swój newsletter, nie zdziw się kiedy zadzwonią do Ciebie z Financial Times”, powiedziała Ali Brown. Hm, nie zadzwonili do mnie z Financial Times, ale zadzwonili z … Newsweeka! W dodatku do Newsweeka ukazał się wywiad ze mną na temat przekonań finansowych. Otrzymałam również zaproszenia na różne konferencje dla kobiet przedsiębiorczych. Pisałam dla gazety o rozwoju osobistym Adremida. Zwiększyłam swoją listę mailingową, gdyż klienci sami zaczęli zapisywać się na mój newsletter.

Jeśli zastanawiasz się zatem czy pisanie bloga przyniesie Ci korzyści w Twoim biznesie, to nie masz już teraz  wątpliwości, że warto. Po prostu zacznij!

Dzisiejszy post nie jest bynajmniej o blogu. Chciałabym poruszyć temat najważniejszej umiejętności w biznesie, a mianowicie wytrwałości. Tak często słyszę od klientek: „jestem chyba beznadziejnym przypadkiem, nic u mnie nie działa.” Kiedy wspólnie analizujemy sytuację, okazuje się, że klientka stosuje pewne techniki, czy strategie biznesowe przez parę dni, tygodni, ewentualnie miesięcy, po czym zarzuca jedną i przechodzi do następnej. No bo przecież ta pierwsza nie działa!

Nie ma prawa działać, jeśli stosujesz ją tylko przez kilka miesięcy. Fakt, niektóre techniki marketingowe działają już po kilku dniach. Sama przecież stosuję super skuteczne systemy promocyjne. Ale skoro kochasz swój biznes i chcesz go robić przynajmniej prze kilka lat, wybieraj sprawdzone strategie długofalowe typu pisanie newslettera, bloga czy stosowanie odpowiedniego leju sprzedażowego.

Wybierz jedną strategię i rób ją regularnie, wytrwale i konsekwentnie. Nie wiesz jaką wybrać? Zapisz się do mnie na gratisową sesję wstępną, na której odkryjesz nową perspektywę swojego biznesu. Lub jeszcze lepiej zainwestuj w Dzień VIP, na którym wspólnie opracujemy najlepszy dla Ciebie system sprzedaży i marketingu.

Przede wszystkim skoncentruj się na konkretnym i konsekwentnym działaniu. Potraktuj to jako naukę cierpliwości. Owoce potrzebują czasu, słońca i wody, by mogły wyrosnąć w całej swojej krasie. Tak samo w biznesie, pewne rzeczy potrzebują czasu. Przestań się łudzić, że sukces nastąpi z dnia na dzień. To kolejny mit.

Dokonaj przeglądu swoich strategii marketingowych. Zadaj sobie następujące pytania:

  1. Które do tej pory przyniosły mi najwięcej klientów?
  2. Które dodały mi najwięcej energii czy radości?
  3. Które przyniosły mi najwięcej klientów i dodały mi najwięcej energii?

Wybierz tę jedną, która spełnia warunek trzeciego pytania i rób ją konsekwentnie przynajmniej przez 6 miesięcy. Następnie zbadaj efekty, być może jeśli istnieje taka potrzeba usprawnij ją i kontynuuj.

Marketing to sztuka, a sztukę trzeba uprawiać codziennie. Miłego działania!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tall poppy

Rozmawiałam ostatnio ze znajomą coachką, która podzieliła się ze mną swoimi obawami na temat promowania siebie. „Wiesz, powiedziała, że pan X tak mocno się promuje. Ludzie zaczęli się do niego dystansować i krytykują jego nadmierną widoczność.” „Nie wiem, czy sama przez moje częste wpisy na FB nie zrażę ludzi do siebie. Boję się, że będą mnie unikać”, dodała. Oops! – pomyślałam. No to ładne kwiatki! A konkretnie ładny kwiatek czyli  syndrom wysokiego kwiatu maku, gdybyśmy posłużyli się mało zręcznym tłumaczeniem z angielskiego na polski. ( The tall poppy syndrom)

Czym jest syndrom wysokiego kwiatu? To strach, że nadmiernie się zaczynamy wyróżniać.  Obawa przed odrzuceniem przez stado, szczególnie przed odtrąceniem przez kolegów po fachu. W Polsce często patrzy się na tych, którzy się promują jako egoistycznych i zarozumiałych ludzi. Patrz! Znowu mówi o sobie, o tym co zrobił, co zrobi, czym się zajmuje, dlaczego jest taki fajny, etc. Promowanie zatem jest postawą pełną egoizmu.

A jest dokładnie odwrotnie. Nie promowanie siebie, nie informowanie o swoich usługach, produktach  i umiejętnością jest wyrazem głębokiego egocentryzmu, w dodatku podszytego strachem. Co byś powiedziała o osobie, która zna lekarstwo na raka i chowa go dla siebie, dzieląc się tą informacją z niewielką garstką ludzi? Albo o kimś, kto wie jak wyjść z toksycznego związku i może nauczyć innych być w pełnych miłości relacjach? Albo sprowadzając temat do pieniędzy, o kimś, kto wie, jak wyjść ze spirali długów i w końcu zacząć godnie zarabiać i żyć w spokoju?

Zastanów się nad tym co myślisz, o tych, którzy tak niby dużo się promują. Czy jest to niezgodne z twoim kodeksem wartości czy może po prostu obawiasz się wyjść przed szereg, wziąć pełną odpowiedzialność za swoje talenty i szerzyć o nich dobrą nowinę?

Promowanie siebie nie jest przede wszystkim promowaniem siebie, tylko upublicznianiem rozwiązań, które proponujesz. Przez to, że będzie wiedziało o Tobie więcej ludzi, więcej osób skorzysta z Twoich usług i będą bogatsi, zdrowsi czy szczęśliwsi. Promuj się, swoje usługi, swoje rozwiązania. Pokazuj się światu, gdyż jak podkreślam wielokrotnie, jesteś na tej planecie z konkretnego powodu i możesz uczynić tę planetę lepszą.

Promuj się – czyli bądź pro –fesjonalny w swojej pracy i bądź pro – swoim produktom czy usługom. Popieraj je i pokazuj szerszej publiczności.

Kiedy dobrze wykonujesz swoją pracę, kiedy potrafisz, to pchaj się na afisz. Po prostu pomagaj innym wykonując swoją usługę czy sprzedając swój produkt i dawaj przykład, że można być rozpoznawalnym i odnosić sukcesy w swoim biznesie. A kiedy wyjdziesz ponad przeciętność i niektórzy zaczną Cię krytykować, to znak, że jesteś na dobrej drodze.

Pamiętaj również słynne słowa Marianne Wiliamson:

„Naszym największym lękiem nie jest to, że jesteśmy niewystarczający.
Naszym największym lękiem jest to, że jesteśmy mocni ponad miarę.
To nasze światło, nie nasza ciemność najbardziej nas przeraża.
Pytamy siebie, Kim jestem aby być wspaniałym, olśniewającym, utalentowanym?
W racji samej, kim nie chcesz być?
Jesteś dzieckiem Bożym. TWOJE CHOWANIE SIĘ W CIEŃ NIE SŁUŻY ŚWIATU.
Nie ma nic mądrego w kurczeniu się po to, aby inni nie poczuli się niepewnie w twojej obecności.
Wszyscy mamy błyszczeć tak jak dzieci.
Urodziliśmy się, aby manifestować chwałę Bożą, która jest w nas.
Ona nie jest tylko w niektórych, jest w każdym z nas.
Gdy odsłonimy nasze wewnętrzne światło, nieświadomie pozwolimy też innym, aby uczynili to samo.
Gdy wyzwolimy się z własnego strachu, samą swoją obecnością będziemy automatycznie wyzwalać innych”

PS. A oto fragment wspaniałego filmu „Coach Carter”

Uff! Już lepiej!

thumb

Mam teraz malutką córeczkę i generalnie opiekuję się nią sama. Już prawie szósty miesiąc. Ja, jeszcze parę miesięcy temu super aktywna business woman, dalej pozostaję w domu z dzieckiem. Niewiarygodne! Patrzę wstecz i nie wierzę, że tyle miesięcy dałam radę; nieprzespane noce, codzienna monotonia, karmienia, przewijanie, karmienia, przewijanie. Czad!

Kocham siebie bardzo za to, jak mocno pomaga mi w tym wszystkim mój wytrenowany przez lata umysł. Umysł nastawiony na rozwiązanie, na szukanie we wszystkim  dobra i pozytywu. Tak więc, gdy zaczęła doskwierać mi monotonia, zaczęłam sobie tłumaczyć, że to co przeżywam teraz wzmocni moje marketingowe działania. Przecież kiedyś marketing przerażał mnie głównie z powodu swojej konsekwencji, powtarzalności i regularności. Krótko mówiąc, dla klasycznego wizjonera, jakim jestem, NUDY! To śmieszne, ale od razu bardziej ochoczo zaczęłam wstawać każdego dnia. Prowadzenie biznesu jest nieodłączną częścią mojej natury i nie wstydzę się tego. (Choć już nie raz słyszałam komentarze typu: „Teraz zapomnij o sobie i skup się wyłącznie na dziecku, bo inaczej będziesz złą matką. „) A jest dokładnie odwrotnie, gdy nie uszanuję siebie i swoich potrzeb, to dokładnie wtedy stanę się złą, zgorzkniałą i sfrustrowaną matką. Boże chroń dziecko przed taką Mamą!

Tak więc codzienną monotonię przekułam na ćwiczenie systematyczności. Uff! Już lepiej!

Jeśli coś Cię w Twoim życiu, wkurza, męczy, irytuje i nie możesz tego zmienić, zadaj sobie pytanie:

  • Jak to Ci może pomóc w twoim życiu/biznesie/rodzinie?
  • Jaką umiejętność pomoże Ci to wyćwiczyć?

To niezła wolta myślowa i piękne przeramowanie. Pomyśl teraz o trzech rzeczach, które cię męczą i irytują. Zapisz je.

Jaka się za nimi kryje pozytywna intencja?

W czym Ci to może pomóc?

Pozwól opaść emocjom. Pooddychaj i wtedy zadaj te szlachetne pytania:

Jak to Ci może pomóc w twoim życiu/biznesie/rodzinie? Jaką umiejętność pomoże Ci to wyćwiczyć?

Inspirujących odkryć, a następnie ćwiczeń (-:

Godzinki część 2

klepsydra

Czy chcesz podjąć decyzję, by całkowicie wynieść się z planety osób opłacanych za godzinki? Zatem, do dzieła!

Po pierwsze, zapomnij o sobie. Zapomnij o swoich wątpliwościach i ciągłym podważaniu czy jesteś tyle warta i czy masz wystarczające umiejętności. Zapomnij o swoim ego. Skup się na swojej usłudze i wartości, jaką wnosisz w życie swoje klienta. Niech to się stanie twoim nawykiem: zapomnij o sobie, a skoncentruj się na wartości jaką Twój produkt czy usługa wnosi w życie Twoich klientów. Dzięki temu będziesz wiedziała co sprzedajesz, ale również będziesz mogła nabrać perspektywy do tego co i jak sprzedajesz. Uwolni Cię to też od brania wszystkiego do siebie. A my kobiety mamy silne do tego tendencje! Będziesz bardziej otwarta na informacje zwrotną, co pomoże Ci w usprawnieniu Twoich produktów czy usług.

Jeśli dalej nie jesteś pewna czy Twoja usługa jest wystarczająco dobra, zastanów się jakie Twoje kryteria musiałaby spełnić. Ustal kryteria, zapisz je i zastanów się ile potrzebujesz dowodów na jakość swojej usługi. Czy ma to być liczba klientów, z którymi pracowałaś, liczba wypracowanych godzin w zawodzie, namacalne wyniki klientów, ich zapewnienia o Twojej jakości czy rekomendacje? Ustal swoje konkretne kryteria, zapisz je i oceń swoją usługę. Jeśli potrzebujesz więcej czasu, ustal termin kiedy skończysz produkcję swoich nieustających wątpliwości.

Następnie siądź na miejscu swojego klienta. W dosłownym tego słowa znaczeniu, ustal, że na tym krześle siadasz jako swój klient. Wyobraź sobie, że patrzysz na pracę z Tobą jego oczami, czujesz to jego sercem, słyszysz to jego uszami. Następnie wyobraź sobie jak praca z Tobą wpływa na jego:

  • Poziom energii i zdrowie
  • Finanse
  • Sprawczość
  • Komunikację
  • Pracę
  • Poczucie szczęścia i zadowolenia
  • Inne aspekty, które są ważne dla Ciebie w kontekście Twojej usługi

Wyobraź sobie, że Twoja praca/usługa/produkt działa jak kamień wrzucony w wodę, który tworzy kręgi na powierzchni. Twoja usługa wywiera wpływ na całe życie Twojego klienta, niezależnie od tego czy jesteś coachem, finansistką czy florystką. Dla przykładu, załóżmy, że jesteś dietetyczką.  Dzięki pracy z Tobą, Twoja klientka czuje się lżejsza i bardziej atrakcyjna, odczuwa przypływ energii, ma więcej chęci do życia i działania.

  • Jak to wpływa na jej relacje z najbliższymi?
  • Jak to wpływa na jej związek i seks?
  • Jak to wpływa na jej pracę?
  • Jak to wpływa na jej finanse?
  • Jak to wpływa na jej poczucie sprawstwa w życiu?

Twoja usługa roztacza koncentryczne kręgi na inne dziedziny życia klienta. Działa jak fala.

Załóżmy, że jesteś coachem i dzięki pracy z Tobą, klient zaczyna w końcu mówić w swoim życiu „NIE” i szanować swoje granice. Uświadamia sobie to i zaczyna działać w całkowicie nowy sposób. Jest to umiejętność, która nie dość, że przysłuży się całemu jego życiu, to jeszcze pozostanie z nim do końca życia. Być może nawet przekaże ją swoim dzieciom. Dzięki niej będzie doświadczał więcej szacunku z wewnątrz i zewnątrz, doceniał siebie, zarabiał więcej i miał więcej cennego czasu dla siebie, swoich marzeń i swoich bliskich. Dzięki tej jednej  umiejętności będzie umiał poprosić o podwyżkę, poradzi sobie z rozwydrzonym nastoletnim synem czy ukróci kontakty z tzw. przyjaciółmi, a naprawdę wampirami energetycznymi. Będzie umiał słuchać swoich potrzeb i je spełniać co wpłynie na wzrost radości w jego życiu. Stanie się po prostu szczęśliwszym człowiekiem.

Czy teraz rozumiesz jak Twoja usługa wpływa na całe życie klienta i działa jak fala?

Powiedz mi, czy zatem dalej będziesz wyceniała swoją pracę za godzinki?